Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morskie oko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morskie oko. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lipca 2013

Magia Morskiego Oka i wszystkiego, co jest wokół

Nie za bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić, jakoś bałam się Tatr Zachodnich, bo zwykle nie trafiam tam na pogodę… W nogach trochę czułam wczorajszą trasę, wszak były to ponad 22km i 1240m przewyższenia. Udałam się więc do Morskiego Oka, którego raczej większość moich znajomych nie lubi – przez asfalt, przez tłumy ludzi. Dla mnie jednak jest to tak piękne miejsce, że potrafię wyłączyć myślenie o tej 9-kilometrowej drodze, masie turystów i koniach, które ciągną wozy z tymi, którzy z jakiegoś powodu nie mogą lub nie chcą do największego tatrzańskiego stawu pójść pieszo. Zależało mi, by zdobyć Czarny Staw pod Rysami w lecie, natomiast dalsze szlaki stamtąd jak na razie uważam dla siebie za nieosiągalne. Nikt z moich znajomych nie wybrałby się na taką trasę, dlatego uznałam „teraz albo nigdy”.


Najpierw jednak udałam się ceprostradą do Dolinki za Mnichem. Nigdy wcześniej nie zapuszczałam się w jej głąb, raczej od razu szłam na Szpiglasową Przełęcz. Po drodze nawet miałam chęć wejść na Wrota Chałubińskiego, wydawały się one całkiem łatwo dostępne i co najważniejsze: na szlaku nie było już śniegu. Kiedy jednak weszłam do Dolinki za Mnichem, różnica poziomów wydawała mi się zbyt duża i uznałam, że jeśli mam jeszcze pójść nad Czarny Staw, to zwyczajnie nie dam rady. Nie miałam ochoty forsować się.


Dolinka za Mnichem w pewnym sensie przypomina trochę Dolinę Pańszczycy – tak samo jest zamknięta wokół górami, które są „na wyciągnięcie ręki”, a dzięki temu, że jest mniejsza niż Pańszczyca robi chyba przyjemniejsze wrażenie. Mnichowe Stawki mają piękny, jasnobłękitny kolor. Niestety nie udało mi się zobaczyć świstaków, a jest tam ich ponoć całkiem sporo, jednak udało mi się kolejny raz spotkać kozicę. Było widać, że się mnie obawia i raz po raz spoglądała gdzie jestem i ostrożnie oddalała się.  Żal było opuszczać tę dolinę, prezentowała się wspaniale.



Kiedy zbliżałam się już do Morskiego Oka, mogłam z ceprostrady zobaczyć jak ogromne tłumy są przy schronisku i stawie. Była to prawdziwa plaża! W sumie wcale się nie zdziwiłam, kiedy po paru krokach spotkałam swojego znajomego, który z rodziną spędzał w Zakopanem urlop i traf chciał, że tego samego dnia udał się do Morskiego Oka. Porozmawialiśmy chwilę i dziarskim krokiem ruszyłam w stronę Czarnego Stawu. Upał był przeogromny. Po drodze minęłam kilka saren, niestety nie zawsze dało się zrobić zdjęcie, ponieważ niektórzy turyści, to jakby mogli, to najchętniej usiedliby sarnie na plecach, tak blisko podchodzili…
Nawet się nie spodziewałam, że wejście nad Czarny Staw będzie mnie kosztować tyle energii. Szczerze mówiąc, to myślałam, że po prostu nie dam rady tam wejść. Uparłam się jednak i jak tylko dotarłam nad staw, to pierwsze co musiałam zrobić, to zdjąć mocno ciążący mi tego dnia plecak i po prostu usiąść. Zdjęcia zaczęłam robić dopiero po kwadransie.


W pewnym momencie usłyszałam, że jakaś dziewczyna, trochę spanikowana, powiedziała „idźmy stąd, przecież tam już pada”. Wtedy zorientowałam się, że rzeczywiście patrząc w stronę Doliny Rybiego Potoku, niebo nie wygląda za ciekawie i jak najszybciej udałam się w drogę powrotną.
Tym razem obeszłam staw lewą stroną. Zawsze warto go obejść, bo dopiero wtedy można poznać urok Morskiego Oka.


Niestety bardzo szybko usłyszałam pierwsze grzmoty… Przy schronisku założyłam pokrowiec na plecak i jak najszybszym krokiem udałam w stronę Palenicy Białczańskiej. Już mi było wszystko jedno, że burczy mi w brzuchu, chce mi się pić. Chciałam jak najniżej zejść, bo ulewie raczej nie miałam szans uciec. Wielkie krople deszczu zaczęły spadać na Włosienicy. Założyłam więc kurtkę i jeszcze szybciej starałam się zbiegać na dół. Przy Wancie ulewa była już tak mocna, że… postanowiłam chwilę przeczekać w toi toju… Może to mało eleganckie, ale spędziłam tam dobre 20 minut. Niestety deszcz nie ustawał (lało jak z cebra), w końcu stwierdziłam, że wyjrzę na zewnątrz. Jakiś pan powiedział, że tak ma padać do nocy, nie wiedziałam czy mnie podpuszcza, czy zna prognozę, jednak stwierdziłam, że nie ma co spędzać całego wieczoru w ubikacji ;) i udałam się w drogę na dół. Na szczęście nie przemoczyłam butów (tego najbardziej się obawiałam, że woda wleje mi się do butów górą), ale bardzo zmarzłam.

Mimo, że miał to być tzw. restowy dzień, to byłam z siebie bardzo dumna, iż dałam radę przejść taki kawał drogi. Po przeliczeniu okazało się, że to była moja najdłuższa trasa z całego wyjazdu: prawie 28km! 

wtorek, 17 sierpnia 2010

Relaksacyjne Morskie Oko

Po naszej wyrypie chciałyśmy trochę odpocząć i wybrałyśmy się nad Morskie Oko. Po drodze mijałyśmy delegację ratowników z Ameryki Południowej. Nie powiem, żeby nie wzbudziło to naszego entuzjazmu ;) Za to panowie musieli mieć ubaw z naszych strojów ;)

niedziela, 31 sierpnia 2008

Szpiglasowy Wierch - w ostatniej chwili

Nastał nareszcie czas opamiętania się. Na dodatek w tym czasie miał być zamknięty szlak od Wodogrzmotów Mickiewicza do Morskiego Oka, dlatego to był ostatni gwizdek na łatwe zdobycie Szpiglasowej Przełęczy. Mieliśmy dużo szczęścia, bo pogoda była przepiękna, słoneczny dzień i wspaniałe widoki. 
Ceprostrada to dosyć mozolny szlak, ciągnie się w nieskończoność, ale nie przysparza żadnych trudności.
Tak naprawdę to pierwsze trudności pojawiły się przy zdobywaniu Szpiglasowego Wierchu, po prostu trzeba tam trochę pokombinować, bo szlak nie jest dobrze oznakowany. 

Wyzwaniem było dla mnie pokonanie łańcuchów na trasie ze Szpiglasowej Przełęczy do Doliny 5 Stawów Polskich. Szczerze mówiąc, to zastosowałam technikę zjazdów na pupie. Nie był to najlepszy pomysł, bo przez to zrzucałam kamienie, ale na szczęście nikomu nie zrobiłam krzywdy. Trasa od Morskiego Oka przez Szpiglasową Przełęcz do Doliny 5 Stawów jest jedną z najpiękniejszych i nie przysparzających trudności – oczywiście przy dobrej pogodzie i latem. 



wtorek, 1 sierpnia 2006

Dolina Pięciu Stawów Polskich

W końcu nastał czas na trochę ambitniejszy cel, a więc Tatry Wysokie i ich przepiękna Dolina Pięciu Stawów Polskich. Pogoda nas tego dnia nie rozpieszczała. Zwłaszcza przy Wodospadzie Siklawa nie było zbyt przyjemnie, gdyż woda z deszczu lała się po głazach, którymi trzeba było iść do schroniska. Założyliśmy nasze "termoaktywne płaczcze" i w drogę. 

Jako, że znałam już trasę do Morskiego Oka, a pogoda nie była pewna, postanowiłam byśmy poszli przez Świstówkę do Morskiego Oka. Byłam pewna, że trasa ta spełni oczekiwania osób, które nie znają Tatr i na pewno je zachwyci. Nie myliłam się: humory nam dopisywały. 

W schronisku zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek, zregenerowaliśmy siły i postanowiliśmy jeszcze obejść Morskie Oko dookoła. To była słuszna decyzja, bo staw z każdej strony wygląda inaczej i robi ogromne wrażenie.