Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry bystrzyckie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry bystrzyckie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2013

Góry Bystrzyckie w deszczowej krasie

Mieliśmy nadzieję, że może chociaż przestanie padać deszcz, niestety musieliśmy się z nim oswoić prawie do samego końca wyjazdu. Tego dnia udaliśmy się do Rezerwatu Torfowisko pod Zieleńcem. W rezerwacie biegnie ścieżka przyrodnicza, wzdłuż której znajdują się tablice edukacyjne. Przy ścieżce płynie kilka potoków, a jeden z nich to Młynówka. Bardzo ciekawe jest zabarwienie wody, bo przybiera ono rudy kolor.
Jednym z ciekawszych punktów rezerwatu jest wieża widokowo – obserwacyjna, skąd można obejrzeć torfowiska, a często też podejrzeć zwierzynę. Tuż obok ma stanowisko bardzo rzadki okaz sosny błotnej (jest to okaz rzadko spotykany nawet w całej Europie) oraz brzozy karłowatej (rośnie do wysokości 1,5m).
Ścieżki w rezerwacie biegną po kładkach, dzięki którym można uniknąć zamoczenia butów, jednak przy takich opadach deszczu okazało się, że miejscami woda sięga do kostek. W pewnym momencie Dorotka powiedziała, że kolejna ścieżka to już woda do kolan i wciąż czekała na pierwszego chętnego. Przyznam szczerze, że byłam przerażona, jednak całe szczęście był to tylko żart, ale jednak musieliśmy zrezygnować z części trasy (podejrzewam, że tego dnia mogłyby spełnić swoją rolę tylko wodery ;) i to najlepiej takie sięgające powyżej pasa).
Po zwiedzeniu rezerwatu, udaliśmy się do Dusznik-Zdroju, by zwiedzić Park Uzdrowiskowy i przy okazji skosztować wód mineralnych z Pijalni.


Następnie udaliśmy się do Muzeum Papiernictwa, w którym można obejrzeć przykłady tradycyjnych technik produkcji papieru, my trafiliśmy również na pokaz produkcji papieru z celulozy (okazuje się, że nie jest to takie trudne: wystarczy mieć celulozę, klej i wodę oraz ewentualnie barwnik), a szczęśliwcy otrzymali arkusze na pamiątkę.


Potem udaliśmy się na wspólny, pożegnalny już obiad. Ciężko było się rozstać i z Dusznik wyjechaliśmy o 15-tej. Mimo kiepskiej pogody wędrowało się wspaniale i sprawdziła się tu reguła „nie ważne gdzie, ważne z kim”, choć miejscu niczego nie brakowało ;) 

piątek, 10 maja 2013

Pierwsze spotkanie z Górami Bystrzyckimi

Lasówka, gdzie byliśmy zakwaterowani, przywitała nas pięknymi widokami. Nasz pensjonat „Zacisze” mieści się w bardzo malowniczym miejscu, dlatego nogi same niosły „po widoki”.
Pierwszego dnia udaliśmy się w drogę nieco później niż zwykle, jednak trasa nie była na tyle długa i wymagająca, by się szczególnie śpieszyć.
Z miejscowości Młoty udaliśmy się zielonym szlakiem w stronę ruin kaplicy, które nie mieszczą się tuż obok szlaku – trzeba wiedzieć, gdzie skręcić i gdyby nie wiedza Piotrka i Doroty, moglibyśmy tego miejsca wcale nie poznać. Kaplica została zbudowana po to, by odczyniać złe moce – mianowicie w miejscu tym poganie odprawiali swoje rytuały. Kaplica ta niestety zaczęła popadać w ruinę, jednak nikt nie podjąłby się decyzji o jej zburzeniu. Jeszcze w latach II wojny światowej w kaplicy odprawiano msze św. Wciąż można zobaczyć pozostałości: ołtarz, ławeczkę.


Następnie udaliśmy się do Fortów Wilhelma, które zostały wzniesione pod koniec XVIII w. przez porucznika Gustawa von Raucha i miały bronić granicy Śląska i Austrii. Forty nie odegrały jednak żadnej militarnej roli. Pod koniec XIX w. postanowiono go rozebrać, a z budulca stworzono most kolejowy i szkołę w Bystrzycy Kłodzkiej. Pozostałości po Forcie są jednak nadal dość okazałe, można zobaczyć fragment podziemia.

Niedaleko miejscowości Huta mieliśmy okazję podziwiać widoki na Masyw Śnieżnika i Złote Góry. http://www.naszesudety.pl/?p=artykulyShow&iArtykul=1983 . W miejscu tym zaczyna się też Ścieżka Wielkiego Strachu. Droga Wieczności łączyła dwa miasta.
Nieopodal biegnie droga zwana Wiecznością, a pilnuje jej Strażnik Wieczności – rzeźba z napisem Grauer Mann (czyli Szary Mężczyzna z niemieckiego). Istnieje legenda, że rzeźbę tą postawiono w miejscu, gdzie zamarzł mężczyzna. Dla chętnych link do dokładnego opisu legend o rzeźbie


Po odwiedzeniu tych ciekawych miejsc, udaliśmy się bliżej nieokreślonymi ścieżkami, wyznaczonymi przez GPS (a właściwie 3 GPSy) z powrotem do Młotów a stamtąd do schroniska Jagodna. Schronisko PTTK Jagodna urzekło mnie pięknymi malunkami, ładnym wnętrzem, ale też ciekawym menu. Myślę, że obiad każdemu smakował :) Chętni mogli udać się jeszcze na szczyt Jagodnej, jednak zmęczenie po nocnej podróży wzięło górę i wróciliśmy wszyscy razem do pensjonatu.