Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwone wierchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwone wierchy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Z nudów na Czerwone Wierchy

Na ten dzień znów były zapowiadane burze, natomiast rano pogoda była względna. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy chociaż do Doliny Kościeliskiej i tam zdecydujemy co dalej.

Po herbatce przy schronisku i przejrzeniu mapy uznałyśmy, że na Ciemniak przez Dolinę Tomanową jest całkiem blisko. Szlak ten oferuje wspaniałe widoki, szkoda, że droga na Tomanową Przełęcz została zamknięta, już samo jej zdobycie oferowałoby wielkie atrakcje, niestety teraz, by zobaczyć wschodnią stronę trzeba wdrapać się aż na Ciemniak.



Początkowo miałyśmy wejść tylko na jeden z Czerwonych Wierchów, ale widoki jakie są z Ciemniaka i… błędne policzenie czasu do Kopy Kondrackiej, podkusiło nas, by iść dalej. 

Wiał dość silny wiatr, wielokrotnie musiałyśmy się zatrzymywać, bo miałyśmy wrażenie, że nas zaraz porwie. Kiedy schodziłyśmy już do Hali Kondratowej zaczęło grzmieć, a przy schronisku już rozpętała się burza. Po wczorajszych doświadczeniach trwania burzy w nieskończoność, uznałyśmy, że nie będziemy czekać i idziemy do Kuźnic. Decyzja nie do końca była trafna, bo mniej więcej po godzinie, kiedy już dotarłyśmy do Zakopanego, ulewa się skończyła a nad Tatrami pokazała się piękna tęcza. 

piątek, 21 sierpnia 2009

Czerwone Wierchy

Pogoda utrzymywała się, dlatego kolejna trasa mogła być długa. Wybraliśmy Czerwone Wierchy, rozpoczynając trasę od Doliny Kościeliskiej przez Jadamicę. Już po godzinie – dwóch szliśmy cały czas niezacienionym szlakiem i zaczęliśmy szukać miejsca na śniadanie – oby w cieniu. Oprócz pysznych smakołyków pamiętam wszędobylskie muchy, od których nie można było się opędzić. W górach te muszki są jakieś odrętwiałe, latają tak wolno, że miałam obawy czy nie zjem jakiejś, kiedy przysiądzie na kanapce.
Po wejściu na Ciemniak i zobaczeniu wielkich ścian Krzesanicy, nogi same nas niosły dalej.
Krzesanicę zdobyliśmy bardzo szybko.

Na Małołączniaku zaczęliśmy opadać z sił, doskwierał nam całodzienny upał i przebywanie na słońcu.

Po zejściu z Małołączniaka Anię zaczęły nękać straszne bóle głowy, postanowiliśmy przeciąć zbocze Kopy Kondrackiej i bez zdobycia jej szczytu dotarliśmy do Przełęczy pod Kopą Kondracką. Ania wolała iść dalej do Kasprowego Wierchu jednak baliśmy się, że może niefortunnie okazać się, iż nie ma biletów do zjazdu kolejką, więc powoli zaczęliśmy schodzić do Hali Kondratowej. To była wspaniała wycieczka. Cudowna widokowo i po zdobyciu Ciemniaka niezwykle prosta.

Wycieczka ta okazała się niezwykła, ponieważ tego dnia urodziła się moja siostrzenica Oliwia (córka Kasi, która była ze mną w Tatrach w 2006 r.). Cały dzień wszyscy mieliśmy z tyłu głowy, że tam w dolinach (i to tych bardzo głębokich, bo mazowieckich) rodzi się nowy, mały człowieczek.Oliwia przyszła na świat o godzinie 20:20.