sobota, 4 maja 2013

Zdobywam najwyższy szczyt Wielkiej Fatry

Wczesnym rankiem udaliśmy się samochodami do Starych Gór, by stamtąd niebieskim szlakiem zacząć podejście na Majerową Skałę. Tym razem szlak nie miał łagodnego początku, od razu zaczął ostro piąć się w górę i tak było aż do Majerowej Skały, którą można zdobyć po ok. 2h marszu. Majerowa Skała (1283m) jest po części zalesionym szczytem, ale roztaczają się z niej piękne widoki na południowy-zachód. Widać też stąd dalsze podejście na Liszkę i Kryżną, które są wielkimi halami, gdzieniegdzie pokrytymi kosodrzewiną, która jest tutaj nasadzana, by ochronić podłoże przed erozją oraz lawinami. 




Podejścia od tej pory są zdecydowanie łagodniejsze, a widoki coraz rozleglejsze. Na Krzyżnej (1574m) znajduje się przekaźnik telewizyjny, który skutecznie psuje widoki, nie da się objąć wzrokiem panoramy 360st. 



Z Krzyżnej czerwonym szlakiem udaliśmy się na Ostredok – najwyższą górę Wielkiej Fatry. Szlak na Ostredok wiedzie pięknymi halami, pokrytymi o tej porze krokusami, czasami były to całe fioletowe dywany tych pięknych kwiatów. 
Ostredok osiąga wysokość 1592 m n.p.m., jednak ciężko jest stwierdzić samodzielnie, że to akurat najwyższy szczyt Wielkiej Fatry, gdyż większość gór w tej okolicy wygląda podobnie. 




Z Ostredoka można udać się w dalszą drogę na Ploską, jednak my, by zobaczyć inną część Wielkiej Fatry, powróciliśmy na Kryżną i dalej czerwonym szlakiem powędrowaliśmy w stronę Królewskiej Studni. Idąc w tę stronę dopiero teraz mogliśmy zobaczyć jak strome są stoki Ostredoka. Mogliśmy też obejrzeć Wielką Fatrę z innej perspektywy niż poprzednimi dniami. Królewska Studnia znajduje się u zboczy Królewskiej Skały (1377m). Jest to źródło, którego woda wpływa do ustawionych tam metalowych koryt, które nie prezentują się zbyt ciekawie. Jednak widoki jakie roztaczają się wokół rekompensują tę wątpliwą dekorację.




Następnie skierowaliśmy się zielonym szlakiem w stronę Małej Krzyżnej, by Turecką Doliną dotrzeć do Suchych Gór. Z Małej Krzyżnej (1319m) roztaczał się ciekawy widok na Krzyżną i Majerową Skałę, które zdobyliśmy przed południem. 


Po drodze minęliśmy potok Ramzina, który kaskadami wypływał ze zboczy Krzyżnej. Potem szlak wszedł w las, którego zieleń była fantastyczna. Oprócz zielonych liści na drzewach, całe podłoże było pokryte rośliną o nazwie czosnek niedźwiedzi, wyglądało to tak, jakby stok był pokryty zielonym dywanem.



Po takiej długiej i wyczerpującej wędrówce wybraliśmy się na kolację do pizzerii, która znajdowała się tuż obok parkingu, gdzie zostawiliśmy samochody (nikt nie miałby już siły jeździć gdzieś dalej).

piątek, 3 maja 2013

Na Wielkiej Fatrze można też odpocząć

Tego dnia potrzebowaliśmy odpoczynku. Prognozy były nie najlepsze, poza tym na 4. dzień zaplanowano ambitną trasę, dlatego warto było zregenerować siły. Z samego rana czekała niespodzianka na tych, którzy nie wylegiwali się w łóżku. Po nocnych i porannych burzach w Liptowskiej Osadzie pokazała się cudna tęcza.

Samochodami pojechaliśmy do wsi Wilkoliniec, która jest żywym skansenem. Wieś istniała już w XIV w., do dziś mieszka tam kilkadziesiąt osób. W Wilkolińcu znajdują się piękne, kolorowe, drewniane chaty, z tradycyjnym wystrojem. W 1993 r. została wpisana do UNESCO jako pomnik ludowej architektury. 
Ciekawostką na Słowacji były dla mnie choinki ustawione na wysokim maszcie, udekorowane jak na święta. Co one miały oznaczać? Okazało się, że tzw. wiechy ustawiane są po to, by młodzieniec wiedział, że w tym domu jest panna na wydaniu :)



W sklepiku, który tam był zaopatrzyłam się w mapy Wielkiej i Małej Fatry w całkiem przystępnej cenie. Jakoś tak uznałam, że może tu jeszcze wrócę? ;) 

Z Wilkolińca (720m) udaliśmy się na krótki spacer żółtym szlakiem do Przełęczy pod Sydorowem a stamtąd czerwonym na górę Sydorowo (1099m). Nam trochę czasu zajęło odnalezienie trasy. 

Szlak jest od tej pory dosyć uciążliwy, bo wiedzie ostro do góry po śliskich korzeniach drzew. Jednak wart jest półgodzinnej wędrówki, gdyż widoki z Sydorowa są tego bardzo ciekawe. Można obejrzeć Wilkoliniec, który leży prawie 400m niżej.


czwartek, 2 maja 2013

Starcie z Wielką Fatrą - dzień drugi.

Pierwotnie na ten dzień była zaplanowana bardzo długa trasa, jednak prognozy wskazywały na bardzo dynamiczną pogodę i z obawy o to, że spotka nas na szlaku burza, skróciliśmy szlak. Z pensjonatu wyszliśmy już o godz. 6-tej.
Żółty szlak, którym udaliśmy się na Kyżki początkowo wiódł wygodnym chodnikiem lub gruntową drogą jezdną przez Zieloną Dolinę. Po drodze jednak mieliśmy przeszkodę w postaci zostawionych przez drwali bali drewna, które można było pokonać albo górą, podchodząc stromym szlakiem, albo korzystając z bali, które wystawały z Zielonego Potoku. Także na tym skończyły się uciechy wygodnego szlaku. Jak wiadomo, ja wody za bardzo nie lubię i mimo, że po tych balach zostawionych na potoku można było w miarę sprawnie się przedostać, to mój strach, że po prostu wpadnę do niego cała, spowodował, że podchodziłam jednak ostro do góry stokiem, by potem za chwilę ostro wchodzić  dół. Trzeba wiedzieć, że stoki górskie Wielkiej Fatry są strome już od podnóża, to nie jest łagodne podejście, na moje oko nachylenie może wynosić nawet 45 stopni. Po tym nie do końca chcianym trawersie nie dość, że byłam brudna, to jeszcze totalnie zmęczona.
Po ok. godzinie wędrowania spokojnym szlakiem, trasa zaczęła się mocno wznosić do góry i tak wyglądała aż do szczytu Kyżek (1340m), które bardziej przypominają halę niż wierzchołek góry. 

Pora była dosyć wczesna, dlatego niebieskim szlakiem udaliśmy się do Chaty pod Boryszowem, skąd chętni mogli udać się na szczyt Boryszowa (1519m), z którego roztaczają się wspaniałe widoki, głównie z tego powodu, że znajduje się on o 200-400m wyżej od wierzchołków Skalistej Fatry, a dolina leży 800-900m niżej. Z Boryszowa można zejść tylko tą samą drogą do Chaty pod Boryszowem. 

Ja na Boryszow nie wybrałam się, bo i tak dzisiejsze wyjście na tak długi szlak było dla mnie cudem samozaparcia. Miałam okropne zakwasy, w ogóle każdy kolejny dzień wydawał mi się niemożliwością. W związku z tym, że razem z koleżanką Anią raczej zamykałyśmy peleton grupy, trochę przed resztą grupy wcześniej udałyśmy się zielonym szlakiem na Płoską. Podejście znów było ostre, parokrotnie oszukujące, że już widać szczyt, a jednak to był tylko przedwierzchołek. Po drodze minęłyśmy tablice upamiętniające śmierć młodych turystów/ narciarzy. Szczyt Płoskiej (1532m) jest bardzo wypłaszczony i od tego pochodzi jej nazwa. Płoska znajduje się w samym sercu Wielkiej Fatry, jednak widoki z niej są dosyć ograniczone przez jej płaski szczyt. By obejrzeć panoramę trzeba podchodzić bliżej stoku. Na szczycie znajduje się też grób partyzanta, który zginął w 1944 r. podczas walk z wojskami niemieckimi.




Z Płoskiej zeszliśmy żółtym szlakiem do Wyżnej Rewuczy. Szlak ten jest bardzo widokowy, prawie do samego końca wiedzie halami, z których można podziwiać okoliczne szczyty pokryte mieszanymi lasami, dzięki czemu góry mają barwy jasnej, soczystej o tej porze, zieleni lasów liściastych i ciemnej zieleni świerków. 

środa, 1 maja 2013

Majówka na Wielkiej Fatrze!

W tym roku znowu czekało mnie nowe pasmo górskie do poznania – tym razem Wielka Fatra. Kiedy zapisywałam się na ten wyjazd, nie wiedziałam o tym paśmie dosłownie nic. Zaczęłam szukać w internecie jakiegoś przewodnika. Okazało się, że z tym jest problem, bo najbardziej polecana książka wydawnictwa Rewasz już się dawno wyczerpała i jedne, co można dostać, to egzemplarz z drugiej ręki. Taki też kupiłam, niezupełnie świadomie ;) Moja mina przy ladzie w księgarni pewnie była bezcenna, ale uznałam, że skoro tułałam się po Warszawie taki kawał drogi, to już wydam te parę groszy. Przewodnik po Wielkiej Fatrze można by uznać za suchy tekst, zdjęć tyle co nic, ale muszę przyznać, że ilością informacji można go porównać nawet do tatrzańskich przewodników Józefa Nyki. Opłacało się!
Aby dotrzeć na Wielką Fatrę, musiałam nocą jechać do Krakowa, gdzie nad ranem byłam umówiona ze znajomymi. W Nowym Targu czekało na nas śniadanie przyrządzone przez koleżankę Iwonkę, tak miło to bardzo rzadko zdarza mi się rozpocząć wyjazd w góry – domowym śniadaniem. Po drodze Iwonka opowiedziała o historii Inków na Podhalu, skarbach jakiego znaleziono w Niedzicy i tym zasiała moją ciekawość.
Pierwszego dnia mieliśmy w planie dość krótką wycieczkę „na rozgrzewkę”. Zakwaterowani byliśmy w Liptowskiej Osadzie w domku o nazwie Relax. Cóż za miłe skojarzenie, ale takie złudne, bo na Wielkiej Fatrze trzeba się mocno natrudzić, by zdobyć ciekawy szczyt. Dla mnie był to wyjazd też na inny sposób wyjątkowy: pierwszy raz będę robić zdjęcia moim nowym aparatem! Co wyjdzie?
Z Liptowskich Rewuczy (635 m) udaliśmy się żółtym szlakiem na Północną Przełęcz Rakitowską, z której wiedzie zielony szlak na Rakitow. 
Szlak wiedzie przez Dolinę Ciepłą, która z obu stron jest zamknięta wysokimi zboczami gór. Nazwa doliny chyba nie jest przypadkowa, bo rzeczywiście było tam bardzo ciepło, nie zaznaliśmy chyba żadnego powiewu wiatru, a tego upalnego dnia bardzo nam tego brakowało. 

Na upał jednak nie wypadało narzekać, bo w Polsce majówka miała być stabilna, czyli ciągle zimno i deszcz.  Dolina Ciepła ciągnie się około 4km, potem szlak zaczyna ostro iść do góry i tak biegnie aż do Północnej Przełęczy Rakitowskiej. Po drodze minęliśmy polanę, na której znajduje się bacówka Limba (1210 m), zbudowana nad stawem z dnem pokrytym mchami. W bacówce można się zakwaterować, ale trzeba mieć własny śpiwór i nie ma co liczyć na luksusy. Zamieniłyśmy z Iwonką parę słów z hatarem, nie było to do końca takie łatwe, bo on (jak dla mnie) bardzo szybko mówił po słowacku, ale zrozumiał, że chodzi nam o numer telefonu, podał też adres strony internetowej bacówki: http://www.limba.estranky.sk/ Z polany roztacza się piękny widok na Tatry Niżne (najbardziej rzucały się w oczy m. in. Salatyn i Tołsta) i inne góry.



Po odpoczynku udaliśmy się w dalszą trasę, do pokonania mieliśmy jeszcze ponad 350m przewyższenia. Szlak wiódł stromymi stokami Rakitowa, nie trzeba być ekspertem, by domyślić się jak często muszą schodzić tam zimą lawiny (z resztą Wielka Fatra słynie z częstych lawin). 
Po dotarciu na Północną Przełęcz Rakitowską (1375m) i krótkim odpoczynku udaliśmy się zielonym szlakiem w stronę szczytu Rakitowa. Szlak był jeszcze zasypany śniegiem, ale nie było go bardzo dużo, nie obsuwał się, można było bezpiecznie wejść na górę, bez raczków/ raków, jedynie kijki były pomocne.

Szczyt Rakitowa (1567m) jest dosyć wypłaszczony, ale w porównaniu do innych szczytów Wielkiej Fatry jednak dość mały. Na jego środku stoi krzyż. Rakitow jest znany z przepięknych widoków, można z niego podziwiać oczywiście Wielką Fatrę, Niżne Tatry, Tatry Zachodnie (które majaczyły nam zza chmur), Małą Fatrę.




Zejście na Południową Przełęcz Rakitowską (1295m) jest równie strome jak podejście od północy. Wieńczy ją przejście przez bramę skalną, której ściany mają wysokość ok. 6m. 


Przyznam, że po tylu godzinach dreptania byłam już wykończona. Na dodatek w moim bukłaku zaczęła się kończyć woda. Widziałam, że jeszcze bardzo duży dystans przed nami, a ta świadomość, że nie mam nic do picia w taki upał nie była pokrzepiająca, zaczęło mnie to wręcz stresować i coraz ciężej mi się szło.  Po przetrawersowaniu Mincola i Gruna dotarliśmy na halę, z której roztacza się widok na Czarny Kamień (1479m). Szczyt tej góry nie jest dostępny turystycznie, ze względu na walory przyrodnicze utworzono tam rezerwat. Na tej hali zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Kolega Grześ miał na szczęście całą butelkę wody i uratował mnie, bo inaczej po prostu padłabym z pragnienia, a tak na serio, to rzeczywiście mogłabym się niepotrzebnie odwodnić albo nawet dostać udaru. Odpoczywaliśmy tam co najmniej godzinę, ja nawet ucięłam sobie drzemkę :)  

Od Przełęczy pod Czarnym Kamieniem (1266m) szlak skręca w lewo i zmienia kolor z zielonego na czerwony. Teraz ostro w dół schodziliśmy do środkowej części Liptowskich Rewuczy. Na końcu szlaku mieliśmy niespodziankę, gdyż musieliśmy przekroczyć potok bez kładki. Z obawy, żeby nie przemoczyć butów, postanowiłam je zdjąć i przejść po potoku. Jakoś nigdy tego nie lubię, a ten potok nie wyglądał na najczystszy i niestety też nie pachniał…