niedziela, 10 lutego 2013

Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej

Trzeciego dnia wybraliśmy się do Skansenu – Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej. Chcieliśmy tak zaszaleć, że wybraliśmy dłuższe zwiedzanie, nie biorąc pod uwagę tego, że na dworze (na polu ;) ) mróz i w ogóle przejmujące zimno. Już niebawem się przekonaliśmy, że nie damy rady zwiedzić całego skansenu. Pani przewodnik bardzo ciekawie o wszystkim opowiadała, ale przemarznięci musieliśmy poprosić o skrócenie zwiedzania. Na pewno warto tam wrócić wiosną albo latem!

sobota, 9 lutego 2013

Zimowa Babia Góra a raczej Sokolica

Jeszcze przed wyjazdem umawiałam się z kolegą Robertem, że spróbuję zdobyć Babią Górę nocą, tak by obejrzeć z niej wschód słońca. Jednak po chodzeniu w śniegu minimum do kolan i po wysłuchaniu opowieści tych, co dreptali w okolicy Babiej poprzedniego dnia, uznałam, że w ogóle wejście na tę górę jest niemożliwe.
Tym sposobem już z samego rana miałam kompletny brak motywacji do zdobycia czegokolwiek. Z Krowiarek wyruszyliśmy wcześnie rano, bo istniały przesłanki, że będziemy iść bardzo długo. W rezultacie nie było tak dramatycznie, aczkolwiek z pewnym wysiłkiem dotarliśmy na Sokolicę. 

Do Babiej Góry zostało drugie tyle. Zrobiliśmy sobie tam przerwę na drugie śniadanie, chyba było dość zimno, bo bardzo szybko kubeczki po herbacie pokrywały się lodem.

Widoków z Sokolicy za bardzo nie było, czasami odsłaniały się stoki Diablaka, ale jedna z dziewczyn wykonała telefon do Michała, który był już wyżej. Chcieliśmy wszyscy wiedzieć czy warto człapać do góry. Połączenie niestety urwało się i nie wiadomo z jakiego powodu uznaliśmy, że skoro było słychać wiatr (no bo co innego można usłyszeć w słuchawce w górach?), to musi być dramatycznie ciężko i sporą grupą zawróciliśmy… Potem okazało się, że pomiędzy chmurami robiły się odstępy i z Babiej Góry można było nawet zobaczyć Tatry!


W Zubrzycy Górnej byliśmy z powrotem już przed południem. Co było robić? Poszliśmy na obiad do knajpy, gdzie mieliśmy dodatkową atrakcję, czyli muzykę na żywo w wykonaniu górali orawskich. W niedługim czasie w tej samej restauracji zaczęli pojawiać się zdobywcy Babiej Góry. Kiedy nam pokazali zdjęcia ze szczytu, wielu z nas ogarnął przeogromny żal, niedosyt i złość na samego siebie, że tak łatwo odpuściliśmy, że cel, który tak łatwo można było zdobyć sami przekreśliliśmy nie mając do tego żadnych podstaw.

Popołudniu mieliśmy okazję wysłuchać prezentacji pracownika Babiogórskiego Parku Narodowego. Pan opowiedział w bardzo przystępny sposób dlaczego Babia Góra jest taka niezwykła, jak bardzo człowiek może zmienić florę i faunę oraz jak relacje górali orawskich i żywieckich mają wpływ na komunikację publiczną pomiędzy Zawoją a Zubrzycą Górną.

piątek, 8 lutego 2013

Hala Krupowa

Wreszcie pierwszy wyjazd w góry po tak długiej przerwie! Ile można czekać…
W mediach wciąż trąbiono o kiepskich warunkach na górskich szlakach, schodziły lawiny, dochodziło do pobłądzeń, utraty sił. My pierwszego dnia mieliśmy duże  wsparcie medialne, bo Grzegorz, który organizował ten wyjazd, o naszych eskapadach poinformował lokalnego reportera – Łukasza Sowińskiego. Łukasz umieszcza swoje fotoreportażę na stonie internetowej Podhale24. Nasze wyjście miało być udokumentowane i pojawić się w tym serwisie (i pojawiło się tutaj: http://podhale24.pl/aktualnosci/artykul/22738/XXXVI_Zjazd_Klubu_GorySzlaki_zdjecia.html ). Poza tym Grześ ustalił z gospodarzami schroniska na Hali Krupowej, gdzie mieliśmy się udać, że droga gospodarcza będzie przetarta skuterami śnieżnymi. Po ciągłych opadach śniegu nie wiadomo jednak było co tam zastaniemy.
Rano przywitała nas piękna, słoneczna pogoda, co prawda na niebie były też chmury, ale nie zniechęcały one do wyjścia w żaden sposób. Do miejscowości Sidzina udaliśmy się samochodami, które mieliśmy zostawić na parkingu przy Wielkiej Polanie. Ilość śniegu była tak duża, że nie było gdzie zaparkować samochodów, drogę do parkingu zatarasował samochód, który trzeba było wypychać. Za chwilę zorganizowali się pobliscy mieszkańcy, którzy za pomocą traktora odśnieżyli plac. 

Po ok. 30 minutach zmagań ze śniegiem na parkingu, mogliśmy wyruszyć na Halę Krupową. Tu czekało nas kolejne zaskoczenie, bo droga gospodarcza była kompletnie zasypana, było widać małe dwie rynienki po samochodzie, ale pokrywa śnieżna miała wysokość co najmniej 50cm. Padła decyzja, że pójdziemy czarnym szlakiem, który w letnich warunkach po 1h15min. doprowadza do schroniska na Hali Krupowej. Ścieżkę trzeba było cały czas torować. Bez chłopaków, którzy się tego podjęli, byłoby nam naprawdę ciężko!

Wszyscy szliśmy gęsiego dość wąską rynienką, zapadając się w śniegu czasami do kolan, czasami do pasa. Humory dopisywały nam wyśmienite, ponieważ pogoda wynagradzała nam trudy wędrowania. Cały czas po lewej stronie widzieliśmy pasmo Policy (samego szczytu niestety nie było widać). Myślę, że każdy cieszył się na swój sposób z tego, że panuje taka piękna zima, bo jeszcze niedawno, w mieście było zupełnie szaro-buro, raczej jesiennie niż zimowo, a teraz przed oczami ukazywały się nam choinki uginające od śniegu, wspaniale połyskujące w słońcu. Przy jednym z kolejnych skrzyżowań szlaku czarnego z drogą gospodarczą ustalono postój, by Łukasz zrobił nam wspólne pamiątkowe zdjęcie. W tym czasie zmienili się też torujący, dzięki czemu chłopaki mogli trochę odpocząć. Na szlaku spotkaliśmy niewiele osób, moim zdaniem 3 osoby schodzące z Hali Krupowej.



Po dotarciu na skrzyżowanie szlaków na Przełęczy Kucałowej do schroniska pozostało nam tylko 15 minut i tutaj mogliśmy już uwierzyć czasowi zapisanemu na szlakowskazie, bo teren wypłaszczył się a droga była lepiej przedeptana. Na szerokie widoki nie mogliśmy jednak liczyć, ponieważ Hala była już spowita chmurami. 

Jednak cały czas w dobrych humorach ok. godz. 13 dotarliśmy do schroniska, by przez godzinę posiedzieć razem, pożartować i oczywiście posilić się. Pani w schronisku wyglądała na dość zaskoczoną, że pojawiło się nas tak wiele. Na zamówione dania przyszło nam czekać dość długo, zastanawialiśmy się czy barszcz biały z jajkiem nie był zbyt wyszukany, czy przypadkiem po jajka pani nie wybrała się w doliny. O 14 postanowiliśmy ruszyć w drogę powrotną, tą samą trasą, by dać sobie trochę wytchnienia. Przed schroniskiem Łukasz zrobił nam kolejne zdjęcie grupowe, jednak tym razem dostał całe naręcze aparatów, więc zanim wypstrykał wszystkie, to minęło trochę czasu. Sam też dorobił się ciekawego zdjęcia, kiedy na jego szyi wisiało kilka sztuk lustrzanek – prawdziwy fotoreporter! 
Drogę powrotną pokonaliśmy w 60 minut, wreszcie można było odczuć, że jest to łatwy szlak, nie przysparzający większych trudności, ale odczucie to wystąpiło tylko dzięki temu, że wcześniej chłopaki przetorowali ścieżkę i pogoda nie była zła, czasami tylko sypnął drobny śnieżek. Gdyby zerwał się wiatr, zasypał wcześniejsze ślady, a śniegu znowu by dopadało, myślę, że nie mielibyśmy za wesoło. Los nam jednak sprzyjał.


Po powrocie do pensjonatu jeden z uczestników przedstawił swoje wspomnienia z wyjazdu w Alpy. 

sobota, 15 grudnia 2012

9. Warszawski Przegląd Filmów Górskich

15 grudnia 2012 r. miał miejsce pokaz Artura Hajzera o tegorocznej wyprawie na Lhotse. Artur Hajzer pokazał zdjęcia i filmy z wyprawy. Opowiedział dokładnie dlaczego nie zakończyła się ona sukcesem, początkowo cel wyprawy był inny, miał to być Broad Peak, jednak przez sytuację polityczną w Tybecie zamknięto tam granice i nie można się było dostać na tę górę. Granice są zamykane, gdyż jest to czas, kiedy Tybetańczycy wybierają się w pielgrzymki do Dalaj Lamy. W 2008 r. duńscy himalaiści sfilmowali karawanę pielgrzymów, do której Chińczycy otworzyli ogień. Film można obejrzeć tutaj http://www.youtube.com/watch?v=BkMcj4vQtRU . Muszę przyznać, że bardzo mną on wstrząsnął. :( Na sali była też obecna żona Andrzeja Zawady, pani Anna Milewska, która bardzo mocno broniła strony swojego męża (pojawiło się parę dyskusyjnych, aczkolwiek przekazanych w formie żartu, kwestii). Po prelekcji odbył się pokaz 13-mintowego filmu pt. „Hanka”, który pokazano na Spotkaniach z Filmem Górskim w Zakopanem, film bardzo wzruszający o taterniczce, która z dnia na dzień stała się niepełnosprawna. Przesłaniem filmu było, by cieszyć się każdą chwilą, z tego, co się ma. Jak dla mnie, zamiast odczuwania radości „z tego, co mam”, pozostało współczucie i żal. Niestety nie pamiętam nazwiska reżysera, na pewno mieszkańca Podhala, być może film pojawi się w sieci. 
Kolejną prelekcję poprowadzili Anna Czerwińska i Dariusz Załuski. Pani Ania (sama tak często o sobie mówiła) wspominała swoje perypetie zdobywania Korony Ziemi i chęci zdobycia Everestu od strony północnej, tak jak prowadziła droga Mallory’ego. Niestety dwie próby nie udały się i summa summarum zdobyła Mount Everest od strony południowej w 2000 r., kończąc wtedy swój projekt jako drugi Polak z Koroną Ziemi (po Leszku Cichym), a pierwsza Polka. Dariusz Załuski opowiadał o zdobywaniu Everestu z Wojtkiem Kukuczką.
Po prelekcji odbył się pokaz filmu pt. „Vertical Sailing Greenland”, niezwykle zabawna historia o zdobyciu „Impossible Wall” – niemożliwej ściany, znajdującej się na Grenlandii, gdzie wspinaczkę rozpoczynano… z łodzi. Wspinacze Nico Favresse, Olivier Favresse, Sean Villanueva oraz Ben Ditto stanowili zespół naprawdę zgranych kumpli, cieszących się ze wspinania, z samej chwili, bo było też tak, że kiblowali w ścianie 3 dni w ulewnym deszczu, przygrywali sobie wtedy na instrumentach typu tamburyno, kastaniety i organki i śpiewali wciąż tę samą piosenkę, której tytułu nie mogę sobie przypomnieć, może ktoś skojarzy po trailerze, do którego obejrzenia gorąco zachęcam http://www.youtube.com/watch?v=Rmx9lCeI1ys

piątek, 14 grudnia 2012

9. Warszawski Przegląd Filmów Górskich

14 grudnia 2012 r. odbyła się prelekcja Wojciecha Brańskiego – himalaisty, któremu udało się pobić rekord zdobytej wysokości przez Polaków – było to wejście na Kanchendzongę Środkową (8 482 m n.p.m.) w 1978 r. Wojciech Brański opowiadał również o czasach, gdy polscy wspinacze nie mieli możliwości wyjazdu w góry najwyższe. Opowiadał o wyjazdach w góry Kaukazu, do Mongolii, w Pamiry (tak się kiedyś mówiło – nie, jak obecnie, „w Pamir”). Przy okazji promował swoją książkę „W górach. Wspomnienia z wypraw i wędrówek w górach świata”. Po prelekcji Wojciecha Brańskiego, który okazał się bardzo sympatycznym i dowcipnym człowiekiem, odbył się pokaz filmu „Temperatura wrzenia”. Jest to film opowiadający o wyprawie pod kierownictwem Wandy Rutkiewicz, której celem było zdobycie Gasherbrumów II i III. Po filmie można było odnieść wrażenie, że wyprawa ta była totalną klapą dla kierownictwa Wandy Rutkiewicz. Zupełnie inną wizję przekazali jednak, obecni podczas pokazu, Leszek Cichy i Anna Okopińska, uznali tę wyprawę za zakończoną olbrzymim sukcesem, a sam film mocno wypaczony, jednak dzięki temu tak chętnie oglądany i budzący emocje.

czwartek, 13 grudnia 2012

9. Warszawski Przegląd Filmów Górskich

13 grudnia 2012 r. wybrałam się na 9. Warszawski Przegląd Filmów Górskich. Pokazy filmowe odbywały się od g. 14 do końca dnia, ja niestety mogłam bywać tylko na tych od g. 20. Tego dnia odbyła się prelekcja Kanadyjki Bernadetty McDonald, która niezwykle ciekawie opowiadała o powstawaniu książki pt. „Ucieczka na szczyt”. Potem odbył się pokaz filmu pt. „Sztuka wolności”, który opowiada o złotym czasie polskiego himalaizmu. Wspomniano postaci Jerzego Kukuczki, Wandy Rutkiewicz, Andrzeja Zawady, Krzysztofa Wielickiego, Leszka Cichego i wielu innych. Był to wspaniały hołd zwłaszcza dla tych, których już nie ma wśród nas. 

niedziela, 2 grudnia 2012

Filmowy festiwal sportowy: 2 Sports Festival 360

2 grudnia 2012 r. wybrałam się na jeden z pokazów filmowych festiwalu o tematyce sportowej (2 Sports Festival 360). Festiwal trwał kilka dni, miały na nim miejsce pokazy przeróżnych wyczynów sportowych (nurkowanie, bieganie, football itp.). Ja wybrałam ten o tematyce górskiej, a mianowicie pokaz filmu pt. „Zaginiony (The Wildest Dream)”. Film ten opowiadał historię Brytyjczyków, którzy w latach 30. XX wieku próbowali zdobyć, niezdobyty jeszcze, Mount Everest. Była to już trzecia próba tego najbardziej zdeterminowanego, czyli George’a Mallory’ego, którego partnerem był bardzo młody Andrew Irvine, wspinacz kompletnie niedoświadczony we wspinaczce wysokogórskiej, ale za to profesjonalista w konstruowaniu butli tlenowych. Film ma charakter dokumentalny, gdyż całą tę historię opowiada Amerykanin Conrad Anker, który w 1999 r. odnalazł na stokach Mount Everestu ciało Mallory’ego. Anker wybrał się na specjalną ekspedycję w celu sprawdzenia czy istnieje możliwość, by Mallory i Irvine weszli na szczyt Czomolungmy i tym samym stali się pierwszymi zdobywcami. Film był niezwykle ciekawy, wspaniale opowiedziany, wpleciono w niego również wątki miłosne.

Po filmie w klubie Południk Zero odbyła się prelekcja prowadzona przez Leszka Cichego. Opowiedział on o swoich doświadczeniach w zdobywaniu Mount Everestu (był on pierwszym zimowym zdobywcą wraz z Krzysztofem Wielickim, było to w 1980 r.). Leszek Cichy jest autorem Przedmowy do książki Conrada Ankera „Zaginiony”, dlatego też promował tę książkę. Bardzo ciekawym pomysłem jest to, że książka pociąga za sobą inne wnioski niż film, o którym wcześniej wspomniałam (są bowiem dwa założenia: że Mallory zdobył Everest albo nie). Spotkanie mogłoby trwać i trwać, ale po 2 godzinach organizator zakończył je. Muszę powiedzieć, że Leszek Cichy jest bardzo dobrym mówcą.